| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
sobota, 12 maja 2012
Ambiwalencja
Od euforii, zachwytu nad swiatem i naszymi potomkami po ogolne rozdraznienie, wykonczenie psychiczne ciaglym stanem gotowosci, ciaglym gadaniem Ali i wszystkim, co zwiazane z dziecmi- wszystkie te stany przeplataja sie na biezaco.
Mlody trzyma mnie w stalym napieciu. Nie przypominam sobie, zeby Ala byla tak meczacym niemowlakiem. Wszedzie wejdzie, gdzie nie powinien, bawi sie kablami, wtyczkam i wszystkim, co nieco wrazliwsze mamy przyprawiloby o zawal serca. Zjada wszystko, co znajdzie. Do tego jest wytrwaly i uparty. Szaleje na punkcie dzrzwi. Bawi sie nimi, trzaska, zamyka, otwiera. I to kazde. Az kwiczy na ich widok. Jest coraz sprawniejszy i coraz rzadziej przycina sobie paluchy,  a jak juz sie zdarzy, to po krotkiej przerwie idzie za ciosem- wytrwaly po babci. Odkurzacz moglabym sprzedac na ebayu. Julian pochlania wszystko, co znajdzie. Ja na prawde nie jestem przewrazliwiona mamuska, ale obdrapywanie brudu z kol wozka i wcinanie go tak, zebym nie widziala to jak na moj gust spora przesada. Do tego slodki jak miod. Patrzy na mnie, smieje sie ukazujac swoje cztery zabki i... dalej robi swoje.

Ala zajeta jest tymczasowo analizowaniem emocji, odczuwania. Pytania w stylu "czy zli ludzie sa tylko zli", " a dlaczego istnieja zli ludzie?", "czy oni wiedza, ze to, co robia jest zle?", "czy oni maja sumienie?" zatrzymuja i mnie na chwile. Musze sie moment zastanowic, co odpowiedziec. Poza tym chce zeby czytac jej ksiazeczki, w ktorych bohaterowie zmagaja sie z jakimis emocjonalnymi trudnsciami, zloscia, zazdroscia, smutkiem itp.
Poza tym, jak zawsze, wesola, rozspiewana, energiczna bez konca. Nazywam ja czasem "Lawina", bo tak mi jakos do niej pasuje. Wszystko robi tak z rozmachem.


19:28, auglein
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 kwietnia 2012
2+1
caly dzien sama z dwojka w domu. piekna pogoda wykorzystana. place zabaw, spacery, jazda rowerem Ali, z przestrzeganiem zasad ruchu drogowego. w koncu wyprawa do kawiarni. pierwszy raz tylko z Corka i Synkiem. a i tak jak sie konczy dzien i juz sie z dzieciarnia ogarne, to skolowana jestem lekko i mialabym ochote na papieroska na tarasie. trzymam sie jednak twardo i nie zaczynam. bo wiem, ze jak zapale jednego, zawsze znajde powod, zeby siegnac po kolejnego.
na pytanie jak sie nazywam, spontanicznie odpowiedzialabym: "mama". a to za sprawa Alicji. buzia jej sie nie zamyka. pytanie goni pytanie. "a dlaczego waz zrzuca skore?", "a dlaczego ryba ma osci a nie kosci?", "skad sie wzial swiat?", "co to znaczy, ze ktos jest skromny?" itp. itd.
Julian cierpi przez zeby, ale w sumie mniej niz bym sie spodziewala po ataku 4 na raz.

jak by tego bylo malo, kiedy otworzylam wczoraj drzwi szopki na tarasie, patrzylo na mnie zwierze. szybko sie zwinelo i zniknelo w zakamarkach. spore jak na mysz, z bialym ogonem. szczur??
fala obrzydzenia przeszla przez moje cialo, dotarla do kazdej komorki. co sie robi w takiej sytuacji?? szopka stoi tuz przy wejsciu z tarasu do domu. :( jutro zaplanowana jest wielka akcja.


20:00, auglein
Link Komentarze (1) »
środa, 18 kwietnia 2012
Zeby, gdyby nie te zeby...
dzis rano zostalam obudzona entuzjastycznym okrzykiem Coreczki: "Mama, Julian ma pierwszego zeba!". przeskakujac z nogi na noge w radosnym podnieceniu ciagnela mnie za reke na dol, zeby pokazac przybysza. w obliczu takiej wiadomosci, nawet zaspana i nieprzytomna matka od razu czlapie po schodach. Ala bardzo przytomnie informuje mnie cala droge (26 stopni) o szczegolach technicznych, ktory zab, jak i ze wszystko juz z tata zapisali w kalendarzu. troszeczke, ale na prawde tylko mini-mini uklulo mnie, ze to nie ja pierwsza zobaczylam to zjawisko.
ale za to: bylam wczoraj pierwszy raz od wiekow (przynajmniej tak czuje) z kolezanka w kinie, przed kinem na pysznym jedzeniu, po kinie na pysznym piciu i pogawedkach. domowa lemoniada z cytryn i imbiru dziala lepiej niz kazdy alkohol. przez przypadek wyladowalysmy w zydowskiej knajpie. pojadlysmy pysznie, popilysmy wysmienicie, choc bezalkoholowo- poworot do domu samochodem. no i nagadalysmy sie co nie miara.
w domu dali sobie rade beze mnie. bez ZADNYCH problemow. a mnie taki wieczor zrobil WYSMIENICIE.
chyba odzwyczailam sie od takich dlugich spotkan z innym doroslym czlowiekiem, bo tresc przezuwam jeszcze ciagle.

i znowu mam wrazenie, ze o zyciu nie wiem nic...
11:00, auglein
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 marca 2012
Bam-bam
Mlody przypomina nam ostatnio niemowlaka z Flinstone'ow.
Ja wczoraj rano: "No, jak Ci sie spalo, nasze Baby- Bam-Bam?"
Ala patrzy na mnie z ukosa. Widze trybiki pracujace w glowie, po czym zwraca sie do mnie tonem doradczo-przejetym:
A: "Mama, ty lepiej nie nazywaj go Bam-Bam. Zobaczysz, on podrosnie i bedzie wtedy ciebie nazywal Bam-Bam. A to na pewno nie bedzie ci sie podobalo!"

Co racja, to racja.
14:29, auglein
Link Komentarze (1) »
wtorek, 28 lutego 2012
Czasem zbieram w ciagu dnia sytuacje, o ktorych mysle, to musze opisac wieczorem. Musze utrwalic, szkoda by bylo zapomniec.
A kiedy wieczorem w koncu mam moja swieta chwile dla siebie, tyle bym chciala, ze siadam i... nie wiem juz nic. Moze powinnam nagrywac krotkie notatki, jak policjanci na przesluchaniach.

Alicja jest w swiecie zabaw. Potrafi sie tak zanurzyc w soim swiecie wyobrazni, przefunkcjonowywac znane przedmioty do magicznych kul, pochlaniaczy marzen sennych i innych podobnie niesamowitych. My dostajemy role roznych postaci. Czasem uda sie nawet dostac role obserwatora, ale to specjalna fucha. :)
W zabawy te integrowany jest jak najbardziej Julian. I mimo, ze on jeszcze w pojeciu Ali niewiele umie, ona zadowala sie tym, co jest. Powiem szczerze, ze jestem tym zaskoczona. Po tym, jak na poczatku powiedziala z zalem "Mama, ale on jeszcze nic nie umie, nawet na mnie nie patrzy", myslalam, ze bedzie tak dlugo niezadowolona, az jej dorowna. A tu zaskoczenie. Ala widzi kazdziutenki postep Mlodego i cieszy sie z nich wylewnie. Opowiada tez wszystkim " moj braciszek umie juz mowic >>guuu<<" Tak wiec raz jest w zabawie zaba, raz ksieciem. Moze nawet wiecej z tego kuma, niz nam sie wydaje, bo jak mial byc ksiezniczka, protestowal glosno :)

Oprocz tego Ala lubi teraz motyw rodziny. Nie wiem, czy to jakas ksiazka, czy opowiadanie na to wplynely. Od kilku dni wieczorem codziennie musze jej opowiadac "nasza historie".
"Mama, a powiesz mi znowu jak znalazlas tate jak chcialas swietowac swoje wesele? (o kolejnosci i zwiazkach przyczynowo-skutkowych musimy jeszcze pogadac...)"
i dziwi sie: "i byliscie calkiem sami?? Beze mnie i bez Juliana?? i bylo wam smutno??" Mowi to tonem przekonanym, ze smutno nam bylo bez konca.
"yyyy..."- mowimy, a kazde z nas widzi, ze przed oczami przewijaja nam sie obrazy przespanych nocy, wloczegi po nowych miastach i krajach, lub nocy nieprzespanych ale jesli juz, to z wlasnej nieprzymuszonej woli :) i innych zalet zycia mlodych ludzi bez dzieciakow - "yyy...wlasciwie nie, ale cieszylismy sie, ze kiedys do nas zawitacie" -

Patryzymy, patrzymy i nie mozemy sie nimi nacieszyc!

21:01, auglein
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 lutego 2012

Tatus dzieciakow znany jest z kompletnej nieprzytomnosci, kiedy zostanie wyrwany placzem dziecka lub stukaniem zony w ramie z glebokiego snu.

Mimo to, obstaje przy wersji, ze to on przyniesie Mlodego w nocy do karmienia, bo mnie przeciez bola plecy. Tak wiec opcje sa rozne.

Np. slyszac placz dziecka zrywa sie do pozycji siedzacej, zatyka sobie uszy i kladzie sie znowu.

Mamrocze cos pod nosem wyrazajac swoje niezadowolenie. Wstaje, idzie do okna, zamknie je i otworzy po czym wraca do lozka. Dziecko placze coraz glosniej.

Ostatnio wpadl na niesamowicie skuteczny pomysl. Po prostu wstal, wylaczyl bejbifon i polozyl sie znowu. Na moje syczace "co Ty robiszzz??", odpowiada z pelnym spokojem: "przynajmniej juz nie placze".


Cos wszystkich nas lekko lamie w kosciach. Czy to ekscytacja przedurlopowa czy sie pochorujemy??


Podczas zakupow sobotnich, Ala nosila za mna buty, ktore jej zdaniem musze koniecznie kupic: rozowe lakierki na niebotycznej szpilce, filetowe brokatowe szpilki itp. Wyszukiwala argumenty, dlaczego powinnam takie buty nabyc. M.in. powinnam sie ubierac bardziej elegancko, a jesli juz nie chce chodzic w nich po ulicy, to moge ich uzywac przynajmniej jako...kapci. Jakos udalo mi sie oprzec i wieczorem, prawie po kryjomu zamowic przez internet Converse'y. Oj nie bedzie dziecko zachwycone... Ale mamusi przypomni sie mlodosc.

To wszystko byloby jeszcze ok, gdyby nie fakt, ze moja corka zlozyla dzis zazalenie do przedszkolanek, ze jej mama "moglaby sie bardziej elegancko ubierac" i kupic sobie rozowe lakierowane szpilki wysokosci wiezy Eiffla. Mialysmy niezly ubaw dzis po poludniu, jak mi to opowiadaly.

Juz sie boje, co powie jak zobaczy moje Conversy. A ja tak sie juz ciesze!! Jupi.
21:27, auglein
Link Komentarze (2) »
sobota, 25 lutego 2012
dziewczynsko
Odkad Mlody poluzowal mi smycz, czyli przyjmuje w miedzyczasie pokarmy inne od maminego mleka, powstaly w moim planie dnia fazy, w ktorych teoretycznie moge ruszyc z domu. Chyba nigdy nie wspomnialam, ze ani butelki, ani smoka, tylko mama...hmm, skad my to znamy.
Tak wiec, urzadzamy sobie z Tralalisia od czasu do czasu wypady dziewczynskie. Nic nadzwyczajnego, ot zwykle zakupy, lody, spacer itp. Dzis bylo dziewczynsko szczegolnie, bo pojechalysmy na zakupy w stylu shopping, czyli znienawidzone przez mnie miejsce galerii handlowej (aczkolwiek nasza najblizsza jest na tyle mala i przejrzysta, ze jeszcze jakos ja dzierze) w celu obucia malej i duzej. Wiosna sie zbliza, termometr pokazuje juz od kilku dni dwucyfrowe temperatury, dokladnie za tydzien wyjezdzamy na urlop, wiec powodow wiecej niz wystarczajaco. Stopy Mlodej urosly, a mama po prostu ma ochote na nowe buty.
Tak wiec o ile omijam miejsca konsumpcji szerokim lukiem, o tyle z Mloda, w ramach przedpoludnia dziewczynskiego wszystko mi sie podobalo i sprawialo przyjemnosc. Buty Ali znalazlysmy szybko, mnie nic nie wpadlo w oko, ale samo bycie razem, ogladanie, lazenie- tego wlasnie nam trzeba. Ala w kazdym sklepie, w windzie, na parkingu przed automatem opowiadala wszytskim ludziom, ze dzis tylko dziewczynki robia cos fajnego, a chlopaki zostaly w domu. Moja ekstrowertyczka.
Na ukoronowanie wydarzenia nie moglo zabraknac lodow u Wlocha. Lamiac wszelkie zasady, przed obiadem.

Nawet na rozowa, blyszczaca opaske skladajaca sie z wielu malych serduszek dalam sie namowic. Ekspedientak niezla patrzyla, jak Ala z entuzjazmem wykrzyknela "ale chlopaki beda patrzec na mnie w tej opasce!!". Wyjasnilam, ze Mloda ma na mysli Tate i Brata. :)



21:47, auglein
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 lutego 2012
poszerzone horyzonty

Julian nam sie usamodzielnia. Porusza sie po calym pokoju. Jesli chcialby przemiescic sie o 20 centymetrow, bo krolik, torego obserwuje przez drzwi na taras wlasnie schowal sie za bambusem i znknal z jego pola widzenia, ciach ciach, dwa obroty i juz. Nie musi juz lezec i kwekac oraz liczyc na to, ze my za 156 razem zganiemy jaki jest powod niezadowolenia. W jego oczach to juz na pewno doroslosc. Tak wiec turla sie on a matka zastyga srednio co 10 minut ze strachu, czy nie opusci glowy w niekontrolowany sposob prosto na kafelki, nie dojdzie do bliskiego spotkania luku brwiowego i plozy fotela bujanego itp. itd. Fatalistyczny wyobraznia matki zwykle jest wybujala, a teraz po przebojach gipsowych, aktywowala sie na nowo.

 

Zywiolem Juliana jest woda. Czy ma to jakis zwiazek z tym, ze ja w ciazy uwielbialam byc w wodzie, plywac? A moze lubilam to, bo bylam w ciazy z Julianem? Czy to dlatego, ze swiat przywital go ciepla woda podczas porodu?

 

Ala odgipsowana. Co za ulga.

22:27, auglein
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 lutego 2012
to mnie ellula zmotywowala do wpisu. dziekuje :)
zaniedbuje ten blog. tyle mysli mi sie kolacze po glowie, tyle momentow, o ktorych mysle: "trzeba to opisac, bo sie zapomni a szkoda by bylo" lub za tutejszym wieszczem "trwaj chwilo, jestes piekna". a potem jakos w codziennosci sie wszystko rozmywa.
no i oczywiscie "jak trwoga to do bloga", powtarzajac za Magda Umer (cos mi sie dzis samo cytatuje), czyli raczej zale i zolc sie wylewa, niz radosc. szkoda.
no i jeszcze dwa powody:
mam wrazenie, ze moj jezyk ubozeje z dnia na dzien. chociaz czytam po polsku, non stop slucham Trojki, to aktywnie zyje w innym jezyku. to jego konstrukcje stylistyczne mam w myslach. a bylejakosci nie lubie.
ostatecznie, to struktura naszego domu. trzy poziomy sa w wielu sytuacjach uciazliwe. jak mam mysl na bloga na samej gorze, a komp jest na parterze, to mi sie nie chce biegac. i tak mam wrazenie, ze ciagle latam po schodach. zeby byl chociaz efekt na wadze, ale jakosc nie za zbytnio...

Alunia byla na sankach. tydzien temu. piekny piatek, slonce, lekki mrozik, wiec jak sie ubierze jest przyjemnie. tatus wrocil wczesniej z pracy wiec nic tylko spacerowac i sankowac. to nawet nie byla gorka. raczej pagoreczek tuz przed domem. pierwszy zjazd. nawet nie wygladalo to tak dramatycznie, w koncu bez przesady, dzieci spadaja z sanek. mogla tez kciukiem ruszac. po calonocnym placzu naszej twardzielki (ja nie wiem po kim ona ma tak wysoki prog bolu...) wizyta w szpitalu. podwojne zlamanie. na szczescie gips dostala rozowy, wiec nawet zadowolona byla :)
prawa reka, wiec na poczatku spory frust. "nie moge wycinac, nie umiem rysowac"- wszystkie jej zajecia nagle okazaly sie malo wykonalne. to niesamowite jak dzieci obchodza sie z tego typu sytuacjami. po kilku godzinach zaczela kombinowac z lewa reka, a dzis zapominamy o gipsie. Ala jest samodzielna jak wczesniej. swoja droga, to ciekawa jestem jaki ta sytuacja bedzie miala skutek- czy bedzie potem obureczna?
na szczescie kontrola wykazala blyskawiczne gojenie sie i prognoza jest pozytywna: jeszcze tylko tydzien.

************
kupilam dzis sobie tankini. marcowy urlop zbilza sie wielkimi krokami!

a swoja droga: moze ktos polecic jakies fajne miejsce nad polskim morzem na letni wypoczynek z dzieciarami??
22:21, auglein
Link Komentarze (2) »
środa, 08 lutego 2012
jak sama bedziesz matka...
...to mnie zrozumiesz. na razie nie jestes dla mnie partnerem do dyskusji." takie slowa slyszalam wiele, wiele lat. wychodzila nimi z kazdej trudnej rozmowy.
jestem matka. podwojna. i im dluzej nia jestem, tym mniej rozumiem ja.tym czesciej mysle "JAK MOZNA??", tym straszniejsze wydaje mi sie jej zachowanie wobec mnie-dziecka. i chociaz proboje te sytuacje jakos strawic, opracowac, nie nosic w glowie negatywnych emocji- w koncu to mnie szkodza one najbardziej, to sa chwile, kiedy wszystko wraca, jak fala, wzmozone. kiedy ona dzwoni i juz po pierwszych slowach czuje nastroj naburmuszono-zaczepialsko-urazony. i chociaz potrafie nad soba panowac, znam mechanizmy jej dzialania, sto razy obiecuje sobie, ze nie dam sie sprowokowac, prawie zawsze sie gotuje. i nawet jesli zaszlam juz tak daleko, ze koncze rozmowe, nie odbieram kolejnych telefonow zeby nie dawac jej pozywki do nakrecania, to we mnie pojawia sie burza emocji, gotuje sie. przypominaja mi sie sytuacje pokrewne, ktore doswietlone aktualnym swiatlem staja sie na nowo wyrazne. a ona nakreca sie tez brakiem reakcji. moze mniej, ale jednak.

**********
Ala znowu zagipsowana. moja twardzielka.



21:37, auglein
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24